wtorek, 22 lipca 2014

Sytuacja obecna

Witajcie, jeśli jest ktoś, kto podgląda mojego bloga, od jakiegoś czasu pewnie zastanawia się, czemu tu taka cisza. Wciąż nie mogę się podnieść po wydarzeniach ostatniego miesiąca. Także zastanawiałam się, czy w związku z zaistniałą sytuacja nie powinnam zmienić tematyki bloga. Ale przejdźmy do rzeczy, o ile zdecyduje się aż tak zwierzyć. Nie chce tworzyć sensacji, a w ostatnim czasie nawet nie miałam ochoty na porządne umalowanie paznokci. Miesiąc temu miałam niewielkie załamanie, które wraz ze wzrostem zajęć, które na siebie nałożyłam spowodowały, że trafiłam do szpitala. Sprawa nie okazała się tak jak myślałam i wcale nie było to z winy wzmożonego wysiłku. Następuje kolejna zmiana w moim życiu. I od tamtej pory muszę na siebie niesamowicie uważać. Znowu mam zaniedbane paznokcie, skrzynka przepełniona jest pudełkami kosmetycznymi, a telefon pełny zdjęć, które chce Wam pokazać. Jednak szczerze jestem tak zmęczona, że nie wiem od czego się zabrać. Na pewno minie kolejnych kilka dni zanim coś naskrobie, chyba, że na tyle się zmobilizuje, a mój organizm wróci do lepszej normy, że uda mi się zrobić to wcześniej. Czeka na mnie sterta prasowania i spora kupka gazet, a także kosmetyków do przetestowania. Dzisiaj przybiegam tylko z tymi słowami, żyję i czuje się świetnie, tylko trochę zmęczona. Wracam za jakiś czas, mam nadzieje, że w końcu z konkretnym postem. A kto, wie może i z jakimś konkursem dla wytrwałych.
Aha mam pytanie na szybko, wiem, że spora część blogerek zaopatruje się w produkty kosmetyczne, albo choćby akcesoria poprzez aukcje internetowe, także tych producentow z Chin.
Czy naprawde warto?
A czy kupowaliście może jakieś ubrania prosto z Chin?
Dziwi mnie fakt iż są one często bardzo tanie, a do tego często przesyłka za darmo. Czy im się rzeczywiście to opłaca, czy te ubrania da się nosić, czy to zwykle szmaty?

sobota, 28 czerwca 2014

Pachnący lakier, jestem na tak

Kiedy tylko dowiedziałam się, że powstały lakiery, które pachną. Nie mają w sobie tego smrodu acetonu, to od razu pomyślałam o wrażliwym nosie mojego męża. On zwykle najbardziej narzeka na to gdy pomaluje lub jestem w trakcie malowania paznokci. Ale czy rzeczywiście te lakiery pachną, postanowiłam się przekonać sama. Słyszałam dziwne informacje i niestety musiałam poczekać, aż u mnie te lakiery gdzieś się, w którymś sklepie pojawia. Nie trwało to długo, ale o dziwo później niż w Polsce. Może dlatego, że mieszkam w malej miejscowości i zanim tu dotarły, musiały ominąć wszelkie trudności, a na pewno odpowiadać rynkowi. Tym samym znalazłam je tylko w jednym sklepie, za to w promocji. I początkowo czytałam etykiety zapachowe, ale po otwarciu buteleczki uznałam, że one wcale nie pachną. Dlatego bardziej skupiłam się na kolorach. I wtedy zapomniałam, że tak naprawdę one pachną. Wybrałam zielony z drobinkami brokatu, choć miałam chrapkę na co najmniej 3 odcienie, ale postanowiłam tylko, że kupie jeden. O dziwo dopiero stojąc w kolejce z upragnionym Revlonem w garści, doczytałam, że przecież on pachnie. I do tego miętowo. No cóż, raz kozie śmierć. Przecież wszyscy mi mówili, że one wcale nie pachną.Wiec biegusiem do domu aby sprawdzić na pazurkach.




I tak, wrażenia ogólne bardzo dobre. Kolor, wystarczy nawet 1 warstwa a trwałość do 3 dni, z dobrym topem dłużej. Zapach wydobywa się po wyschnięciu lakieru, a przyznam, że schnie także znakomicie. No i zapach, właśnie niby to plus, a w sumie po kilku godzinach zaczynał mnie mocno drażnić. Zwłaszcza, że mam tendencje na opieraniu dłoni na twarzy, albo podpieraniu brody, wiec zapach był mocno wyczuwalny do ostatniej chwili gdy miałam go na paznokciach.

piątek, 27 czerwca 2014

szachownica długopisem Agnes b

Długopis, ktory ostatnio zakupilam zaintrygowal mnie tak bardzo, ze zechcialam stworzyc z nim kolejny manicure. Niestety nie wyszlo to tak ladnie, jak zwykle wyglada to w katalogach. A szkoda. Niestety tak to się prezentuje na paznokciu, moja szachownica, którą postanowiłam stworzyć. Musiałam pokryć topem, gdyż nie przetrwałaby zbyt długo.


Cieszę się, że odwiedzacie mojego bloga, ale ucieszyłby mnie jeszcze bardziej choć najmniejszy ślad po Was pozostawiony. Czekam na Wasze komentarze. A może mój blog po prostu Wam się nie podoba. Dajcie też, znać.

środa, 25 czerwca 2014

Francuski manicure inaczej

Jak ostatnio opisywałam dokonałam zakupów w jednym ze sklepów internetowych z koncernu L'oreal. Obecnie już nie istnieje, dlatego początkowo żałowałam, że nie kupiłam więcej produktów, dodatkowo w przecenie 60%. No ale czy rzeczywiście jest czego żałować?


 

Jednym z produktów, które nabyłam był długopis Nail art agnes b. do francuskiego manicure.
Jest to mały pisak trochę na kształt markera, choć niektórym może przypominać korektor biurowy. No i trochę w tym prawdy. Pod przykrywka mamy twarda plastikowa koncowke, z ktorej po dluzszym naciskaniu wydobędzie się biały płyn. Później za kolejnym razem wystarczy dotknąć paznokcia i płyn już jest. Po zamknięciu nakrętki nie zasycha, dlatego bez obaw. Aczkolwiek ja go trzymam pionowo w obawie, żeby się nie wylał. Jako ze nie posiadam katalogu a w internecie strona już nie działa to nawet nie mogę sprawdzić ile ma zawartości, na opakowaniu nie wyszczególniono. Nałożenie precyzyjną końcówką wydaje się banalnie proste i może takie też jest. Choć sam efekt wygląda jak za czasów szkolnych, gdy malowałam sobie paznokcie korektorem na lekcjach, gorzej tylko było ze zmyciem. To natomiast robi straszne smugi, maluje niedokładnie, a także jest bardzo nietrwałe. Bez topu ani rusz, bo po godzinie już miałam fatalne zadrapania. Fajny sposób, na pewno jak ktoś ma wprawę w ręku, może stworzyć cuda, ale mi jak na razie to nie wychodzi najlepiej. Jednak czy da się to zrobić bez efektu smużenia i nakładania warstwy na warstwę, co jest widoczne. Dodatkowo zakupiłam taki sam długopis ze srebrnym kolorem, żałowałam, że nie wzięłam więcej kolorów, bo początkowo wybrałam ten z myślą o przetestowaniu, a później się kupi więcej, jak się spodoba. No i właśnie, jak się spodoba. Ale się nie spodobało. Przynajmniej na razie nie bardzo.

Efekt frenczu może nie wygląda tak źle na zdjęciach, ale jako że nie mam równych i idealnych kształtem paznokci, wygląda to dla mnie śmiesznie. Miejscami nie wiedziałam czy nie za mało, czy nie za dużo malowałam.







Niestety owy pisak jest mało trwały i jeśli nie pomaluje się topem to trzeba nawet dwa razy dziennie robić poprawki.

wtorek, 24 czerwca 2014

Jakie kosmetyki dla dziewczynki?

Nie wiem ile z Was ma dzieci, siostry a może kuzynki w wieku 7 lat. Ja mam córkę, która rośnie jak na drożdżach i bardzo szybko się rozwija. Z biegiem lat coraz bardziej się zastanawiam będąc na zakupach jaki wybrać produkt do mycia, do kąpieli dla niej. Zawsze nie jest to łatwa decyzja, wybrać coś w gąszczu produktów które możemy znaleźć na polkach sklepowych.

Ostatnio przeszukując strony internetowe natknęłam się na opinie że dziecko powinno używać produkty dla niemowląt do 3 roku życia lub że może korzystać z "dorosłych" kosmetyków już ok 7 roku życia. No i jak to powinno wyglądać. Sama nie wiem, ale skoro moja córka w styczniu już będzie mieć 8 lat to chyba najwyższa pora zlikwidować jej dodatkową półeczkę i zacząć używać z nią tych samych kosmetyków. No, może nie do końca.
A właśnie gdy rozmawiałam z pediatra to powiedział, żeby jak najdłużej jeśli nie ma problemów skórnych myć ją produktami dla dzieci. Niby zawierają mniej chemii, ale jak się okazuje to bzdura. A pamiętam jak kiedyś w Polsce dla dzieci było tylko mydło bambino i szampon.

Dlatego postanowiłam mimo wszystko zakupić kolejny płyn do mycia dla dzieci, ich skład niewiele się różni, a ja używam zdecydowanie produktów nie nadających się dla mojej córki. Wydaje mi się że jej skóra nie potrzebuje peelingów ani idealnego wyszczuplenia ;-) Dlatego zmieniłam tylko żel Mixa na Sanex. I jaki rezultat. Przyznam, że chyba podstawową zasadą takiego produktu jest, żeby dokładnie mył. I tak jak Mixa radziła sobie idealnie, ładnie pachnie, dobrze się pieni i skóra wydaje się czysta i gładka po umyciu. Chyba córka nie ma żadnych problemów to jednak mogę uznać że ma wrażliwą skórę. Bo w końcu do dzieci należy podchodzić z czułością i delikatnością, i takie powinny być produkty do mycia. Teraz przyszła pora się przekonać, jak myje Sanex. Bardzo często takie produkty robią 2 w 1 czyli do mycia włosów i ciała. Czy to jest dobre? Sama nie wiem, nie mam jakiejś znajomości na ten temat, może dla dzieci jest ok. Bo sama chyba nie mogłabym umyć tym samym włosów co ciało, gdyż jak wspomniałam wcześniej uwielbiam wszelkiego rodzaju peelingi pod prysznic, które fajnie złuszczają skórę, a to raczej do włosów się nie nadaje. Ale to już tylko taki mój wybór, bo może i byłoby to nawet oszczędne.

Pierwsza rzecz jaka różni te produkty, to zdecydowanie cena
Mixa kosztuje w moim sklepie 400ml w wersji 60% gratis 4.30€
zaś Sanex za 500ml zapłaciłam 3.46 € wiec cena za litr to 6.92€

Dziwi mnie ogromna lista składników jakie posiada Mixa w porównaniu z Sanexem no i niestety oba posiadają SLS, ale nie znalazłam na półce produktu dla dzieci bez tego składnika (chyba jednak źle patrzyłam). Jednak wiadomo przy zakupie w pierwszej kolejności kieruje się cena, ale nie do tego stopnia żeby kupować produkty "pierwszej najniższej ceny".









Jak widać maja podobna listę składników i oba dość pokaźną. A ile w tym chemii i mniej bezpiecznych substancji, no cóż. Jednakże, na obecną chwilę stwierdzam, że oba te produkty nadają się dla mojej córki. Jest zadowolona i czysta, a także ma przyjemność z ich używania, gdyż oba bardzo fajnie się pienią i przyjemnie pachną. Jedyny plus Mixa bébé to pompka, która pozwala dozować nam produkt przy kąpieli. Sanex natomiast ma otwierana nakrętkę w uciętym rogu, co trochę jest drażniące w trakcie kąpieli, a otwarcie mokrymi rękoma skończyły się u mnie urwaniem owego rogu. Tu na zdjęciu widzę otwarcie po środku.

A wy jak myślicie, jakie produkty są najlepsze dla dzieci. Zwykle miałam zaufanie do marki Nivea, ale jakiś czas temu przeczytałam artykuł porównujący chusteczki nawilżające dla dzieci wielu marek. I co mnie przeraziło, że chusteczki marki Nivea zawierają najwięcej chemii wśród wszystkich chusteczek na rynku. Ja kupowałam je mojej córce jak była mala, ale rzeczywiście szybko się rwały i przestawiłam się na inne. Za to uwielbiałam ich jak się okazuje sztuczny zapach. Jak większość produktów Nivea, bardzo lubię ich zapach.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Glossybox czerwiec 2014

No i przyszła pora na czerwcowy Glossybox z Francji. Przyznam, że dostałam go bardzo późno, a moja ciekawość z dnia na dzień coraz była większa. Jest to ostatnie pudełko jakie dostałam w moim 3-miesięcznym abonamencie i myślę, że na obecną chwilę zatrzymam się. Nie jest to droga inwestycja, ale w mojej łazience zaczęło roić się od miniaturek, których nie mam kiedy testować. Wiadomo, żeby test był prawdziwy należy używać produkt kilka, a nawet kilkanaście razy. Do tego trzeba odstawić inny, jaki dotychczas tego typu używaliśmy, aby przestawić się na testowany. Niestety próbki często nie dają możliwości sprawdzenia działania danego produktu, albo gdy go polubimy to się nam kończy. Często są to także produkty dla mnie z wyższej półki i ich ceny nie bardzo współgrają z moim portfelem. Dlatego choć fajnie jest mieć możliwość przetestować coś nowego i na co dzień dla mnie niedostępnego, ale ... no właśnie zawsze u mnie pojawia się to ale.



Dlatego z przyjemnością przedstawiam Wam moje ostatnie na obecną chwilę pudełko Glossybox. Mam w planach wiele produktów do opisania, które dotychczas testowałam z dwóch pudełek kosmetycznych, myślę że będzie to dobra kontynuacja bloga.

 Tradycyjna forma niezmiennie, różowe lakierowane pudełko, wewnątrz najpierw gazetka i ulotki.. Wszystko zawiązane szarą wstążką z logo, a następnie ciemny papier z naklejką zabezpieczającą wnętrze. Najbardziej oczekiwany skarbiec znajduje się między papierem a pociętymi skrawkami drugiego ciemnego papieru.



Et voila. Tadam. 
Ostatnie pudełko, to niezłe emocje, choć przyznam, że skusiłam się i obejrzałam już zapowiedzi na innych stronach. Tym bardziej się cieszę, że nie dostałam identycznego pudełka jak inne blogerki.


W moim znalazło się 5 produktów kosmetycznych w tym o dziwo żaden nie jest pełną wersją. A także jeden dodatek w postaci akcesoria kosmetycznego. Przyznam, że zawiodłam się totalnie. Dodatkowo dostałam gazetkę i 2 ulotki, jedną w nieznanym mi języku, podobno niemieckim. 

Tematem przewodnim tego pudełka było "JOYFUL DIVERSION" czyli zabawna różnorodność, radosne przekierowania głównie nawiązując do głośnego tematu tego lata, czyli wszystko made in Brazil, jedziemy na wakacje.

Reklama o której wspomniałam to eyliner marki Benefit, z jednej strony mamy po francusku krótką informację o premierze nowego niezawodnego produktu kosmetycznego. Z drugiej zaś strony jest po niemiecku zaproszenie na testowanie i naukę używania produktu w jakimś sklepie chyba.

A wracając do produktów i zawartości to otrzymałam:
1. Tusz do rzęs Benefit cosmetics They're real. Pełen produkt to 8g ja dostałam zaledwie 3g w malum pudełeczku. Szczoteczka podobna do One Million clis L'oreal. Na pewno fajny produkt i wart testowania, a jego cena to 24 € z tym, że moja próbka ma wartość jakieś 9€ wiec, mimo wszystko sporo. Na opakowaniu widzę tylko informację, że nie nadaje się do sprzedaży oddzielnie, więc z czym było w takim razie sprzedawane? Produkt wart poznania, ale obecnie nazbierało mi się tyle tuszy i ich próbek, że nie wiem od czego zacząć. Zwłaszcza że nawet tuszu nie używam codziennie. Chyba pora to zmienić, bo prędzej zaschną niż je zużyję wszystkie;-)

2. Mleczko do naprawy skóry po słońcu Academie scientifique de beaute paris. Jego cena za pełnowartościowy produkt to 29.90€ /150ml. ja otrzymałam 40ml więc jego wartość wynosi w przybliżeniu 8€. Tyle jestem w stanie dać za mleczko do ciała, ale 30 euro to już wyższa półka. Za to zastanawia mnie, gdyż w jednym z poprzednich pudełek dostałam samoopalacz w płynie tej samej marki. Tym razem bardziej się postarali. Samoopalacz użyłam, ale mimo to pachniał sztucznie jak każdy nawet tani odpowiednik i do tego pozostawiał nierównomierne plamy. Nie rozkładał się idealnie, albo ja to źle robiłam. Tym samym z owym mleczkiem trafili o wiele lepiej, gdyż właśnie weekend spędziłam na plaży i moja skóra nie wygląda najlepiej. Próbowałam się ratować Nivea mleczkiem po opaleniu, ale tylko strasznie piekło. Ten zaś w danej chwili przetestowałam i ma piękny przyjemny zapach, który odpręża i szybciutko się wchłania tworząc przyjemny filtr na zaczerwienionej skórze po opaleniu. Niestety moja próbka jest mala, ale jak widzę wydajna, gdyż wystarczy naprawdę odrobina kremu by poczuć się lepiej we własnym opalonym ciele. Z tego produktu jestem zadowolona, szkoda że to tylko próbka. A i jeszcze jedno, na mojej rozpisce z produktami z pudełka, ten produkt pominęli, za to znalazł się inny. W tym momencie chyba nie żałuję, chyba że tamten, czyli nawilżające i wygładzające mleczko do twarzy Dr Pierre Ricaud, było pełnym wymiarowo produktem, bo jeśli też miniatura to chyba nic nie straciłam.

3. Lakier do paznokci Opi kolor Kiss Me I’m Brazilian czyli różowy. Wersja pełna to 15 ml za 13.90€ ja zaś dostałam zaledwie jakąś miniaturkę 3.75ml (a poprzednio zastanawiałam się czy istnieją próbki lakierów do paznokci, widać istnieją). Czyli jej wartość to ok. 3.50€. Przyznam, że gdyby robili takie ilości w tej cenie w sprzedaży, to miałabym pewnie sporą kolekcję tej marki, a tak to mój pierwszy lakier OPI. Z czego się cieszę, choć kolor akurat wolałabym inny. Bo były też takie jak pokazałam na zdjęciu.
4. Woda perfumowana Eau de cloître Le couvent de Minimes. Jest to woda kolońska o zapachu różanym z nakrętką. Dostałam 30 ml a jego pełna wersja to 100ml za 28.90€. Moja natomiast jakieś 8.75€. Rzadko używam wodę kolońską, a właściwie wcale, zwykle dzięki olejkom mają zbyt intensywny dla mnie zapach. Wolę dezodorant lub perfumy. Tym samym ten produkt raczej będzie zdobił moją łazienkę. No bo na prezent taka miniatur nie bardzo się nadaje, chyba że na jakąś nagrodę w konkursie albo pójdzie do wymiany. Choć ryzykowne do wysyłki. Chyba wolałabym jakąś próbkę perfum, najlepiej w jakimś miniaturowym opakowaniu, a nie w papierku czy w miniaturowym flakoniku. No ale to była niespodzianka jak większość produktów w boxie.
5. 3 minutowa maseczka do włosów bardzo zniszczonych Aussie. Chyba najbardziej odpowiadający mi produkt z tej paczki, oczywiście minus to jego wielkość, jest to tylko 75 ml do tego ma sztywne opakowanie, bez możliwości wygrzebania do ostatka. Chyba że w ruch pójdą mocne nożyczki. Ma przyjemny słodki zapach. I ogromną listę składników, wśród nich aż 4 rodzaje parabenów. Produkt z Wielkiej Brytanii, mi osobiście marka nieznana. Do niego dostałam kilkustronicową reklamę całej gamy produktów do włosów owej marki. Cena jego to 9€ za 250 ml, ja otrzymałam 75 więc jego wartość to 2.70€.

6.I ostatni produkt to dodatek w formie pędzla do makijażu marki Teeez. Bardzo ładnie opakowany w kolorową oprawę pędzelek do malowania powiek. Naturalne włosie i precyzyjna aplikacja, tyle dowiedziałam się z opakowania. Jako że to prezent to ceny nie znalazłam. Na jakiejś portugalskiej (chyba) stronie znalazłam informacje, że cena tego pędzelka to 15.95€.


I tak podsumowując, kolejny lakier do paznokci, kolejny tusz do rzęs. Mimo wszystko jestem zadowolona nawet z mleczka po opalaniu a także z odżywki, która podobno rewelacyjna. Szkoda, że prócz pędzla nie dostałam żadnego innego produktu w pełnym wymiarze. Ale pędzel to miał być prezent. Więc coś mi się tu nie zgadza. A cenowo to koszt pudelka 15.50€ zaś produkty (próbki, które zwykle są darmowe) to jakaś kwota 31.95€ (nie wliczając prezentu). Jest to jedno z tańszych pudełek, które otrzymałam, ale to pewnie z winy iż nie ma produktu pełnowymiarowego. No i teraz dylemat, bo przecież koniec abonamentu, a za miesiąc ma być pudełko w stylu amerykańskim. No dobra odpuszczę sobie, albo jeszcze zobaczę, może znowu jakiś kod rabatowy znajdę.

Manicure skośny z nowym lustrzanym L'orealem

 Lubię ten styl i lubię malować paznokcie w ten sposób, nie jest on wielce wyszukany, ale mimo to za każdym razem pozwala nam stworzyć za pomocą kolorów inne wzory na różne okazje. Dlatego przepraszam jeśli nie podoba Wam się mój styl, nie jest on jakiś super nowoczesny i nie przyciąga on Waszej uwagi. Postaram się nauczyć czegoś nowego, wyćwiczyć bardziej rękę i znaleźć idealne pędzle którymi będę mogla coś wyczarować innym razem. Tym razem był to zwyczajny obiad u teściów, starałam się aby przynajmniej paznokcie odwróciły uwagę ode mnie, jedynie pozwalając na nich zatrzymać wzrok. Myślę, że mi to się udało, bo teściowa zapytała w jaki sposób udaje mi się je tak równo pomalować.

 Przepraszam za jakość zdjęć ale niestety tylko takie udało mi się zrobić, gdy jeszcze paznokcie miały jakiś wygląd.

Do pomalowania użyłam ostatnio zakupionego lustrzanego lakieru L'oreal (przy okazji gdy zamawiałam ich box). Jest to Color Riche Goldess n°887
do tego Sabrina Azzi jej róż (niestety nie maja żadnych numerków), a także Miss europe eau de violette.

A jak już wspomniałam o nowym kolorze L'oreal stworzonym z myślą o festiwalu w Cannes to muszę o nim parę słów. Ma dobry pędzelek, przez co fajnie się nakłada za jednym pociągnięciem na moich paznokciach. Niestety trzeba mieć wprawę, aby taki lakier nakładać bez smug, ja jeszcze ćwiczę. A każda kolejna warstwa nie wygląda najlepiej i jak zwykle dużo dłużej schnie. Ale efekt jest fajny. Trzyma się kilka dni. Mi zaczęły odpryskiwać kolory dlatego musiałam zmyć, a samego jeszcze nie nosiłam. Tak więc trwałości w solowej wersji nie sprawdziłam.



Przy okazji zorientowałam się że ciągle używam tych samych lakierów, dlatego wkrótce Was zaskoczę i przedstawie moje zakupy z jedną blogerką. Dałam się namówić (oczywiście sama sobie) na aż 13 lakierów. Z jakim efektem. jak obfotografuje to pokaże. Ale pewnie troszkę to potrwa. Zrobić 13 testów ;-)

niedziela, 22 czerwca 2014

Szampon ultimate repair Gliss Kur

Ostatnio borykając się z masa problemów z moimi włosami wciąż szukam tego idealnego szamponu. I tak też natrafiłam na kolejny odbudowujący szampon do włosów suchych i zniszczonych. Przyznam, że nigdy nie myślałam że mam suche włosy, bo zawsze mi się szybko przetłuszczały, ale od czasu jak mam długie, prawie do łokci to zaczęły mi się także strasznie plątać. I jedyne szampony które znajdowałam do włosów zniszczonych były także do włosów suchych, tak też postanowiłam je wypróbowywać. Gliss Kur to kolejny szampon, już chyba 4 jaki w ostatnim czasie kupiłam. Bardzo spodobało mi się nietypowe opakowanie w kolorze czarnym, gdyż zazwyczaj producenci chcą nas zachęcić kolorami, choćby ostatnia mocna promocja Elseve L'oreal w mocnym rzucającym się w oczy niebieskim kolorze. Swoja droga na koniec marca wysłałam 3 kody ich produktów w związku z promocja, aby dostać zestaw do włosów, i do dnia dzisiejszego cisza. Znając moje szczęście pewnie dla mnie zabrakło ;(

No ale wracając do Gliss Kur to zaskoczył mnie on swoimi właściwościami i dlatego postanowiłam się tym z Wami podzielić.

Producent na swojej stronie reklamuje szampon jako:

Skuteczna pielęgnacja mocno uszkodzonych włosów: SZAMPON ULTIMATE REPAIR regeneruje bardzo zniszczone i suche włosy oraz zapewnia im większą odporność i połysk.
Specjalna formuła z trzykrotnie skoncentrowanym kompleksem płynnej keratyny, precyzyjnie regeneruje uszkodzenia włosów oraz odbudowuje ich strukturę. Wypełnia pęknięcia i redukuje łamliwość włosów aż do 95%. (zrodlo: http://www.glisskur.schwarzkopf.pl)

I choć przy pierwszym użyciu byłam załamana, na głowie siano i za nic nie mogłam się rozczesać, jak się jednak okazało winna była odżywka do włosów, którą zastosowałam. Jakoś nie współgrała z szamponem i tym samym oba produkty więcej narobiły szkód niż pomogły. Za drugim podejściem postanowiłam że umyje głowę dwukrotnie, podobno w ten sposób najpierw myjemy zanieczyszczenia z włosa, później szampon dopiero ma możliwość wniknąć wgłąb. Jaka w tym prawda nie wiem, ale nie użyłam także żadnej z moich cudownych odżywek, bo odżywki Gliss Kur nie zakupiłam z tej samej serii.

I tu efekt był o wiele lepszy. Dzisiaj stosuje już ten szampon 7 raz i przyznam, że zaczynam zauważać jego działanie. Włosy pięknie się rozczesują, nie mam siana na głowie. nawet mam wrażenie jakby lekko mi się powiększyła ich objętość na głowie.

Szampon ma kremowa konsystencje, dlatego początkowo miałam wrażenie że w ogóle się nie pieni, za to ma zapach nijaki. Jeszcze w trakcie mycia jest w miarę przyjemny, ale po wyschnięciu włosy pachną jakoś chemicznie. No ale co tam ważne że pomaga. Oczywiście po umyciu i to chyba jest najważniejsze, nie mam w zwyczaju ich czesać ani suszyć, dlatego czekam aż same wyschną, tylko delikatnie przeczesuje pasma palcami. Dotychczas było to niemożliwe, włosy miałam tak splatane, że po całkowitym wysuszeniu nie mogłam w nie włożyć żadnej szczotki. I do tego traciłam garść włosów minimum. Słyszałam o jakiejś magicznej szczotce tangle deezer czy jakoś tak, ale nie uśmiecha mi się płacić za nią tyle ile ona kosztuje, bo nie wierzę w jej magiczne działanie, a w normalnej sprzedaży jej nie widziałam tylko przez internet..

Mi osobiście szampon bardzo przypadł do gustu. Szczerze polecam.

Manicure kolorowy

Kolejny raz skusiłam się na kolory i proste formy. Troszkę pracy potrzebowało jego wykonanie, ale myślę, że same efekty są zadowalające. Przepraszam za jakość moich paznokci na zdjęciu, gdyż były lekko zmęczone po dwóch dniach, a przypomniałam sobie że jeszcze ich nie sfociłam. Więc lekko zdezelowane, ale jeszcze sam efekt widać.

Do wykonania użyłam:
Bourjouis so laque adora bleu 06
Bourjois so laque Abricot ouaté 46
Miss Europe n°79 eau de violette
brokat na kciuku to Bourjois n°14 rainbow apparition
oczywiście użyłam tez paski na podzielenie


A przy okazji jak już użyłam silikonowego brokatu Bourjois to napomknę o nim troszkę. Jak to nie pierwszy raz producent nas oszukuje dając intensywny fiolet w tle. Niestety na paznokciach otrzymujemy nie mniej nie więcej jak sam brokat z lekkim zabarwieniem w tle ni to różowym ni to fioletowym. Oczywiście największym plusem według producenta jest żelowa konsystencja, która bardzo łatwo rozprowadza się po paznokciu oraz szeroki pędzelek, powinniśmy sobie poradzić za jednym pociągnięciem w ciągu 1 sekundy. No tak, oczywiście to wszystko jest lekka przesada a do tego niestety schnie długo, a na pewno nie jak napisał producent 60 sekund. Bo i po 10 minutach nadal przyklejałam się.

Bardzo podoba mi się pędzelek (jego kształt jak i kształt przykrywki, którą wygodnie się trzyma) i sam brokat który pięknie się mieni. Niestety nie mogę Wam tego dobrze pokazać na zdjęciach. Ale jak tylko takowe uda mi się zrobić to obiecuje zamieścić.




sobota, 21 czerwca 2014

Fioletowo biały manicure

Ciężko mi nazwać ten manicure, który zdecydowałam się kilka dni temu zrobić, następnie sfotografować, a także zamieścić na blogu. Nie jest to nic super, nie jest to nic pięknego, ale wciąż się uczę i staram się rozwijać. Chciałabym potrafić pięknie malować ozdoby na paznokciach, ale talentu malarskiego nigdy nie miałam. Dlatego obecnie bazuje na kolorach i ewentualnych formach. Tak też powstało to fioletowo białe połączenie. Może się komuś podobać lub nie. Ciągle się uczę precyzji i ładnego wyglądu paznokcia, dlatego chętnie poczytam Wasze uwagi, ale nie wieszajcie mnie od razu za to jak wyglądają moje paznokcie i manicure.


piątek, 20 czerwca 2014

Świecidełka na paznokciach

Świecidełka na paznokciach w moim wykonaniu to przeczytane na jednym z lakierowych blogów, że aby idealnie rozłożyć brokat należy użyć do tego gąbki.I tak też zrobiłam, a wtedy doznałam olśnienia w jaki sposób nas namawiają na zakup doklejając na stoisku tipsa pięknie pomalowanego brokatowym lakierem. Zawsze wydawało mi się, że przecież to co pokazują musi wyglądać tak naprawdę. No i teraz dopiero ucieszyłam się że nie wyrzuciłam tego badziewia po pierwszym użyciu.

czwartek, 19 czerwca 2014

Createurs de beaute paris znika z sieci

Ostatnio całkiem przypadkiem robiąc post i szukając informacji na temat skończonego kremu Cosmence znowu po dłuższym czasie trafiłam na stronę sklepu ccb paris. I oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie przejrzała oferty sklepu w związku z lakierami do paznokci. Już kilka lat temu udało mi się kupić jakieś ich lakiery Agnes b., może nie byłam super zachwycona i dlatego nie kupowałam nic dalej, ale pamiętam że sam sklep polubiłam. Co jakiś czas przysyłali do domu promocje dołączając do nich zwykle jakieś próbki. To od nich po raz pierwszy testowałam próbki w formie karteczki z cieniami do powiek. I przyznam, że ten sposób zachęcania i reklamy bardzo przypadł mi do gustu. Do dziś mam sporo zapasów ich próbek cieni do oczu, gdyż używam ich naprawdę odświętnie. No i tak zrobiłam zamówienie. Kusili 60% zniżką.

Pudełko kosmetyczne L'oreal Paris

Jak to ostatnio bywa, często testuje coś nowego i choć marka L'oreal jest mi znana od bardzo dawna to nie wiedziałam o istnieniu ich pudełka kosmetycznego z niespodziankami. Gdy tylko nadrobiłam zaległości, postanowiłam się w niego zaopatrzyć.


Z przyjemnością zaznajomię Was z jego zawartością, a także pokażę krótką jego historie.

Pudełko ukazuje się we Francji i jest jedno na miesiąc, nie ma żadnych abonamentów, możesz do tego zrobić dowolne zakupy w sklepie L'oreal. Nie wypełniasz żadnej ankiety, produkty dostajesz takie same jak wszyscy.

środa, 18 czerwca 2014

Przeglad francuskiej prasy

I tak po raz kolejny magazyn BIBA uraczył nas ładnym zestawem do malowania paznokci. Tym razem do wyboru były dwa komplety, ja zdecydowałam się na niebiesko czerwony, a efekt manicure i sama gazeta poniżej.

I tak oto wyglądał numer z prezentem.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kolorowe party

W ciągu ostatnich 2 miesięcy chyba zakupiłam najwięcej lakierów do paznokci w jednym czasie. Nie to, żebym nie była zadowolona, fajnie jest mieć coś nowego, ale przyjemność pustego portfela jest mniej frapująca. Tak więc po raz kolejny ogłaszam limit na swoje kosmetyczne zakupy. Przyznam, ze wcześniej zagalopowałam się z pudelkami kosmetycznymi tzw. boxami i choć abonamenty mam pokasowane to kusi mnie ponownie ich zakup. na Brichboxie mam 10€ zniżki a na glossybox czekam jeszcze czerwcowy, potem poszukam znowu jakiś kodów rabatowych. I kto wie. Ale jak już zaczęłam o lakierach to musi być o paznokciach. Ostatnio bawię się kolorami, mam mniej czasu na wymyślanie i dekorowanie a także nie znalazłam jeszcze pędzelków które by mi odpowiadały, gdyż talentu malarskiego nie mam ani trochę, tym samym ciągle zwlekam z ich kupnem. Teraz pobawiłam się na kolorowo, a co z tego wyszło.